Przejdź do tekstu
Wydanie Wieczorne, strona główna
Kurtki na wieszakach w szatni przy ciepłym świetle

Szatnia na trzy tysiące kurtek. Jak organizator szykuje się na zimowe koncerty

Tekst: 5 min czytania

Sezon kurtek zmienia koncert od wejścia aż po ostatni bis. Wejście, kolejki, szatnia, ogrzewanie sali, a nawet brzmienie, bo publiczność w płaszczach pochłania dźwięk inaczej. Opowiadam, jak to wygląda od zaplecza, i podpowiadam, jak nie stać godziny po bisie.

Listopad, hala na trzy tysiące osób, godzina po bisie. Ja już zwinąłem połowę kabli, a w holu wciąż stoi kilkaset ludzi z numerkami w dłoniach. Ktoś zgubił swój, ktoś szuka szalika, ktoś wkłada kurtkę przy samym okienku i blokuje kolejkę. Koncert skończył się o 22:40. Ostatni widz wyszedł o 23:50.

Zimowy koncert ma jeden etap, którego nie ma w żadnym riderze: szatnię. Z widowni wygląda jak drobiazg. Od zaplecza to jeden z najtrudniejszych punktów całego wieczoru.

Kurtka zmienia rachunek

Latem człowiek przychodzi na koncert w koszulce i z małą torbą. Przechodzi kontrolę, skanuje bilet i jest w środku. Zimą każdy ma ze sobą płaszcz, szalik, czapkę, często plecak. Kontrola trwa dłużej, bo ochrona musi zajrzeć pod kurtkę, a potem większość ludzi idzie od razu do szatni, zanim wejdzie na salę.

Organizator liczy więc zimą zupełnie inaczej:

  • wcześniejsze otwarcie drzwi, często o pół godziny, żeby rozładować kolejkę przed wejściem,
  • więcej bramek i więcej ochrony na wejściu, bo kontrola trwa dłużej,
  • więcej ludzi w szatni, w tym osoby tylko do wydawania numerków,
  • miejsce na kolejkę w środku, w ciepłym holu, a nie na chodniku przed budynkiem.

Szatnia na trzy tysiące kurtek to kilkaset metrów wieszaków i kilkanaście osób obsługi. Jedna osoba przyjmuje kilka kurtek na minutę, jeśli wszystko idzie gładko. Przy wydawaniu jest wolniej, bo trzeba znaleźć właściwy wieszak. Proste dzielenie pokazuje, dlaczego po koncercie robi się korek: wszyscy przychodzą rozłożeni na godzinę, a wychodzą w ciągu kwadransa.

Jak to rozwiązują dobrzy organizatorzy

Najlepsze szatnie, przez które przeszedłem jako technik i jako widz, miały kilka wspólnych rzeczy. Numerki w sektorach, z osobnym okienkiem na każdy zakres numerów. Wyraźne tablice nad okienkami. Osobną kolejkę dla tych, którzy mają tylko plecak albo parasol. I ludzi, którzy przy wydawaniu biegają, a nie chodzą.

Coraz częściej widuję też szatnie z numerkami podawanymi wcześniej elektronicznie albo z biletem łączonym z miejscem w szatni. To pomaga, bo ludzie rozkładają się po okienkach równo, a nie tłoczą przy pierwszym.

Jeśli szatnia jest płatna, a w wielu klubach i halach jest, opłata idzie zwykle na obsługę. Mniejsze kluby mają czasem szatnię tak małą, że lepiej zostawić gruby płaszcz w domu, o czym pisałem w tekście o jesieni w klubach.

Trzy tysiące grzejników

Rzecz, o której widz nie myśli, a organizator musi: ogrzewanie. Hala przed otwarciem drzwi jest chłodna, często ledwie ciepła. I to celowo. Człowiek wydziela ciepło, mniej więcej jak stuwatowa żarówka, a przy tańcu więcej. Trzy tysiące ludzi to kilkaset kilowatów ciepła, które sala dostaje za darmo w ciągu pół godziny.

Dlatego w zimowe wieczory technicy budynku grzeją salę do temperatury, która w pustym wnętrzu wydaje się trochę za niska. Po godzinie koncertu i tak będzie ciepło, a wentylacja musi pracować pełną mocą, żeby nie było duszno. Kto stał kiedyś pod sceną na zimowym koncercie i marzył o otwartym oknie, ten wie, że to nie przesada.

Szatnia ma tu drugą funkcję. Człowiek w płaszczu w ciepłej sali po kwadransie się przegrzewa, a mokra od śniegu kurtka paruje. Dobrze działająca szatnia to też lepsze powietrze na sali.

Kolejka przed wejściem do klubu w zimowy wieczór

Płaszcze i brzmienie

Teraz moja działka. Ludzie pochłaniają dźwięk. Każdy widz to kawałek miękkiego materiału, który połyka część energii odbitej od ścian, zwłaszcza w wyższym paśmie. Pusta hala na próbie dźwięku brzmi jak katedra, pełna brzmi dużo bardziej sucho.

Zimą ta różnica rośnie. Płaszcze, swetry i szaliki pochłaniają więcej niż letnie koszulki. Sala pełna ludzi w kurtkach, bo szatnia się zakorkowała, brzmi inaczej niż ta sama sala z ludźmi w swetrach. Mniej pogłosu, mniej blasku w wysokich tonach, czasem trochę matowy wokal.

Dlatego realizator zimą nie ufa do końca temu, co ustawił na próbie. Pierwsze dwa, trzy utwory to korekta na żywo: trochę więcej góry tu, trochę mniej basu tam, bo pełna sala w grubych ubraniach inaczej oddaje dół. Dobry realizator nie zakłada, że widownia jest taka sama w lipcu i w grudniu. Przy okazji ma to też dobrą stronę. Ludzie w płaszczach to darmowy ustrój akustyczny i w trudnych, pogłosowych salach zimowy koncert potrafi brzmieć lepiej niż letni.

Rady dla widza

Kilka rzeczy, które sam robię, kiedy idę na zimowy koncert jako widz:

  1. Przyjdź wcześnie albo bardzo późno. Największa kolejka do szatni jest w pół godziny przed startem supportu. Przy wcześniejszym przyjściu oddasz kurtkę w minutę.
  2. Ubierz się na cebulkę. Lekka kurtka, którą można zwinąć do plecaka, i sweter, który zdejmiesz na sali.
  3. Zapamiętaj numer okienka, nie tylko numerka. Przy wyjściu od razu wiesz, do której kolejki stanąć.
  4. Przed bisem albo zaraz po nim. Jeśli nie zależy ci na ostatnim utworze, wyjdź na bis do szatni. Jeśli zależy, poczekaj kwadrans, zjedz coś, aż kolejka zniknie.
  5. Wszystko w jednym. Czapkę i szalik wepchnij w rękaw kurtki. Szatnia przyjmie jedną rzecz zamiast trzech, a ty niczego nie zgubisz.
  6. Nie ubieraj się przy okienku. Odbierz kurtkę, odejdź dwa metry i dopiero tam ją wkładaj. Kolejka za tobą to doceni.

Gdzie stanąć w samej sali, żeby słyszeć zespół, a nie tylko odbicia, opisałem w tekście o tym, gdzie stanąć na koncercie. Zimą dochodzi jedna uwaga: przy wyjściu ewakuacyjnym i przy drzwiach do holu bywa chłodno, bo co chwilę ktoś wychodzi.

Po bisie

Wracam do tamtej listopadowej hali. Kiedy wyszedł ostatni widz, ekipa szatni została jeszcze godzinę. Liczyli zgubione numerki, wieszali na osobnym stojaku rzeczy, po które nikt nie przyszedł: trzy szaliki, rękawiczki, jeden płaszcz. Płaszcz wisiał tam do kolejnego koncertu, tydzień później. Właściciel przyszedł po niego i powiedział, że wyszedł w samej marynarce, bo kolejka była za długa. Gorszej recenzji szatni nie słyszałem nigdy.

Po tym tekście