Festiwal w szczerym polu. Jak powstaje miasteczko festiwalowe
Trzy tygodnie przed pierwszym koncertem to jeszcze łąka z krowim śladem. Opowiadam, jak z pustego pola robi się miasteczko na kilkanaście tysięcy ludzi i dlaczego najważniejsze decyzje zapadają zimą.
Mój pierwszy festiwal od strony ekipy technicznej zaczął się od kaloszy. Przyjechałem na teren w poniedziałek, pięć dni przed otwarciem bram, w trampkach. Po godzinie pożyczałem gumowce od elektryka, bo po nocnym deszczu całe pole zamieniło się w błoto. Tego dnia nauczyłem się dwóch rzeczy. Po pierwsze, na festiwal jedzie się z dwiema parami butów. Po drugie, publiczność widzi może jedną dziesiątą tego, co trzeba zbudować, żeby koncert w ogóle mógł się odbyć.
Sezon plenerowy właśnie się kończy, pola wracają do bycia polami, więc to dobry moment, żeby opowiedzieć, jak to wygląda od zaplecza.
Zima: plan na papierze
Festiwal letni zaczyna się zimą. Wtedy zapadają decyzje, których potem nie da się łatwo zmienić: gdzie stanie główna scena, którędy wejdzie publiczność, gdzie będą strefy gastronomiczne, toalety, punkt medyczny, pole namiotowe.
Plan terenu przypomina plan małego miasta, bo w zasadzie nim jest. Kilkanaście tysięcy ludzi przez kilka dni potrzebuje wody, prądu, jedzenia, schronienia przed deszczem i dróg ewakuacyjnych. Każda z tych rzeczy musi być dostępna dla ekipy technicznej i służb, a jednocześnie nie może przeszkadzać publiczności.
Z perspektywy dźwiękowca pierwsza sprawa to kierunek sceny. Scena powinna grać w stronę, gdzie nie ma zabudowań, żeby dźwięk nie leciał prosto w okna mieszkańców. Druga to odległość między scenami, jeśli jest ich kilka. Dwie sceny grające jednocześnie za blisko siebie to koszmar, bo publiczność przy jednej słyszy basy z drugiej.
Trzy tygodnie przed: pierwsze ciężarówki
Kiedy teren jest przekazany organizatorowi, zaczyna się budowa infrastruktury. Najpierw ogrodzenie i drogi techniczne, czasem wyłożone płytami, żeby ciężarówki nie grzęzły. Potem prąd: agregaty albo przyłącza, setki metrów kabli, rozdzielnice. Potem woda i kanalizacja tymczasowa.
To etap, który publiczność zna tylko z efektów. A przecież gdy na koncercie nagle gaśnie prąd, to nie wina zespołu, tylko najczęściej kogoś, kto trzy tygodnie wcześniej źle policzył obciążenie jednej z rozdzielnic.
Scena, czyli największy klocek
Główna scena festiwalowa to konstrukcja stalowa albo aluminiowa, stawiana przez wyspecjalizowaną ekipę w kilka dni. Ma dach, który musi wytrzymać wiatr, deszcz, a nawet ciężar podwieszonego nagłośnienia i oświetlenia. Na dużych festiwalach to kilkadziesiąt ton sprzętu wiszącego nad sceną.
Obok sceny powstaje całe zaplecze: garderoby, biura produkcji, magazyn sprzętu, miejsce dla ekipy. Za kulisami festiwal to labirynt kontenerów, namiotów i tras dla wózków. O tym, jak wygląda praca realizatora w trakcie koncertu, pisałem w tekście jeden wieczór przy konsolecie. Na festiwalu dochodzi do tego jedno: zmiana zespołu co godzinę, czasem w kwadrans.
Namioty i hale, czyli dach nad głową
Na zdjęciach z festiwali widać głównie scenę i tłum. A tymczasem połowa festiwalowego miasteczka to przestrzenie pod dachem. Druga scena, strefa gastronomiczna, strefa chill z leżakami, namiot dla wystawców, backstage, magazyn, czasem nawet mała sala kinowa albo przestrzeń na warsztaty. Na festiwalach w lesie albo nad wodą takie hale stoją często między drzewami, a przed nimi rozsypuje się piasek i stawia leżaki.
Kiedyś stawiało się tu proste namioty imprezowe na stelażach. Dziś, przy większych wydarzeniach, coraz częściej używa się hal namiotowych, czyli konstrukcji aluminiowych pokrytych tkaniną PVC. Różnica jest spora. Hala ma szerokość, której zwykły namiot nie osiągnie, wyższe ściany boczne, porządną podłogę i można w niej zamontować ogrzewanie albo klimatyzację. Dla dźwiękowca to też lepsze warunki: wysoka, regularna przestrzeń, w której da się sensownie rozstawić nagłośnienie drugiej sceny.
Rozmawiałem kiedyś o tym z ludźmi, którzy takie konstrukcje stawiają na eventach. Wrocławski Ekodynamic hale namiotowe (https://www.ekodynamic.pl/) produkuje, sprzedaje i wynajmuje, a wśród nich są hale eventowe o szerokości od 5 do 30 metrów, z bocznymi ścianami do 6 metrów i szczytem do 10 metrów. Hale są aluminiowe, nie wymagają fundamentów, a kotwi się je szpilkami w gruncie albo montuje na systemowych ramach stalowych. Dla festiwalu na łące ma to znaczenie podstawowe, bo po wydarzeniu teren musi wrócić do stanu, w jakim go wzięto. Hale aluminiowe wynajmuje się na okres do pół roku, a jeśli wydarzenie powtarza się co roku w tym samym miejscu, można je też kupić.
Firma jest z Wrocławia, ale realizacje ma w całej Polsce, od Szczecina po Katowice. Organizator z południa kraju znajdzie w jej ofercie osobną pozycję: hale namiotowe małopolskie (https://www.ekodynamic.pl/krakow-hale-namiotowe/), z montażem w Krakowie i okolicy, na imprezy plenerowe, bankiety, pikniki i wystawy. Wymiary i liczbę bram ustala się pod konkretne wydarzenie, co przy festiwalu ma sens, bo każde pole ma inny kształt i inne wjazdy.
Dlaczego to ważne z punktu widzenia widza
Bo pogoda. Każdy, kto był na festiwalu w ulewie, wie, jak szybko zabawa zamienia się w walkę o przetrwanie. Dobrze zaprojektowane miasteczko ma dość przestrzeni pod dachem, żeby w czasie burzy schronić się, zjeść i przeczekać. A jeśli w hali gra druga scena, festiwal trwa dalej, nawet gdy główna musi zrobić przerwę ze względów bezpieczeństwa.
Na miejskich festiwalach dochodzi jeszcze jedna rzecz: przezroczysty dach. Hala postawiona na brukowanym dziedzińcu starej fabryki chroni przed deszczem i wiatrem, a mimo to nad głową widać niebo, a dookoła ceglane mury i okna. Ludzie siedzą w środku na kanapach, a wnętrze nie wygląda jak namiot, tylko jak przeszklona sala, która stoi tu od zawsze.
Tydzień przed: montaż techniki
Kiedy konstrukcje stoją, wjeżdża technika. Nagłośnienie, oświetlenie, ekrany, realizacja wizji. Na głównej scenie system wiesza się na wyciągarkach, ustawia kąty, mierzy, kalibruje. Wieżę realizatora stawia się na środku pola, na osi sceny. O tym, dlaczego właśnie tam i jak to wykorzystać jako widz, pisałem w tekście gdzie stanąć na koncercie.
Na plenerze kalibracja nagłośnienia wygląda inaczej niż w sali. Nie ma ścian, które odbijają dźwięk, ale jest wiatr, wilgotność i temperatura. Wieczorem, kiedy robi się chłodniej, dźwięk rozchodzi się inaczej niż w upalne popołudnie. Doświadczeni realizatorzy robią kilka pomiarów o różnych porach.
Ostatnie dni: szczegóły, które robią festiwal
Oznakowanie, oświetlenie ścieżek, punkty z wodą pitną, ładowarki do telefonów, kosze na śmieci, miejsca siedzące. To drobiazgi, ale to właśnie po nich publiczność ocenia festiwal. Nikt nie pamięta, ile ton ważyła scena. Każdy pamięta, czy w nocy dało się znaleźć drogę na pole namiotowe.
Dzień przed otwarciem bram jest zwykle próba generalna: dźwięk, światło, procedury bezpieczeństwa, komunikacja między służbami. Ekipa śpi po cztery godziny, a kawa jest walutą.
Po festiwalu
A potem, w poniedziałek rano, wszystko rusza w drugą stronę. Demontaż trwa krócej niż montaż, ale nie tak krótko, jak się wydaje. Po kilku dniach pole wraca do bycia polem. Zostają ślady kół i czasem zapomniany kalosz.
Za każdym razem, gdy stoję teraz na festiwalu jako zwykły widz, łapię się na tym, że patrzę na konstrukcje, kable i zadaszenia. Wiem, ile pracy kosztowało postawienie tego miasteczka. I zawsze mam przy sobie drugą parę butów.