Przejdź do tekstu
Wydanie Wieczorne, strona główna
Małe dziecko w czerwonych ochronnikach słuchu na ramionach taty, widziane od tyłu, przed nim scena koncertu w plenerze

Pierwszy koncert przedszkolaka. Jesienne warsztaty, teatrzyki i głośność, o której mało kto myśli

Tekst: 5 min czytania

Rzadko piszę o czymś, co dzieje się przed osiemnastą. Ale kolega z czasów tras, dziś tata czterolatki spod Wrocławia, zapytał mnie, jak zabrać córkę na pierwszy koncert, żeby nie wyszła z płaczem. Odpowiedź zrobiła się długa, więc jest tekstem.

Z tym kolegą przejechałem kiedyś pół Polski w busie z nagłośnieniem. On nosił skrzynie i stroił gitary, ja kręciłem gałkami. Dziś mieszka z rodziną w Ślęzie pod Wrocławiem, ma czteroletnią córkę i zadaje mi pytania, których dziesięć lat temu żaden z nas by nie wymyślił. Ostatnie brzmiało tak: na jaki koncert zabrać przedszkolaka, żeby to był dobry pierwszy raz, a nie trauma na lata.

Usiedliśmy przy kawie i wyszło, że wiem na ten temat więcej, niż myślałem. Nie dlatego, że znam się na dzieciach, tylko dlatego, że przez lata widziałem z konsolety, jak dzieci na widowni reagują na dźwięk, światło i tłum. Spisuję to, bo jesień to dobry moment na pierwsze wyjścia, a pytanie kolegi słyszę od znajomych coraz częściej.

Jesień to sezon na pierwsze wyjścia

Latem dzieci mają pikniki i festyny, gdzie muzyka gra gdzieś w tle, a można w każdej chwili odejść na trawę. Od października wydarzenia przenoszą się pod dach i to zmienia wszystko. Sala jest zamknięta, światło przygaszone, dźwięk odbija się od ścian. Dla dorosłego to po prostu koncert. Dla czterolatka to zupełnie nowy świat.

Na szczęście jesienią jest z czego wybierać. Filharmonie i domy kultury mają cykle koncertów dla rodzin, zwykle w weekendowe przedpołudnia. Teatry lalkowe grają poranki. Biblioteki i centra kultury organizują warsztaty, na których dzieci dotykają instrumentów, lepią z gliny albo tańczą. Rzadko mają one więcej niż godzinę i to jest ich największa zaleta.

Głośność, czyli moja działka

Tu będę stanowczy. Dziecięce ucho jest wrażliwsze niż dorosłe, a przewód słuchowy jest krótszy, więc ten sam dźwięk dociera do niego mocniej. Na koncertach dla dzieci realizatorzy zwykle o tym pamiętają i grają ciszej. Na zwykłych koncertach, festynach i imprezach plenerowych już niekoniecznie.

Kilka zasad, które dałem koledze:

  • Ochronniki słuchu dla dzieci to wydatek rzędu kilkudziesięciu złotych, a robią ogromną różnicę. Nie zwykłe słuchawki, tylko nauszniki ochronne w rozmiarze dziecięcym. Warto założyć je w domu kilka razy wcześniej, przy odkurzaczu albo suszarce, żeby dziecko się do nich przyzwyczaiło.
  • Nigdy przy głośnikach. Jeśli widzisz kolumny po bokach sceny, siadaj dalej od nich i bliżej środka sali. Więcej o tym, gdzie brzmi najlepiej, pisałem w tekście o tym, gdzie stanąć na koncercie. U dzieci ta sama zasada działa podwójnie.
  • Obserwuj ręce. Dziecko, które zatyka uszy albo chowa twarz w ramieniu rodzica, nie robi teatru. Mówi, że jest za głośno. Wtedy wychodzi się na korytarz, a nie przekonuje, że „zaraz będzie fajnie”.

Przedszkole jako pierwsza scena

Rozmowa z kolegą szybko zeszła na przedszkole, bo tam jego córka ma muzykę na co dzień. Wybierali je rok temu i jedno z kryteriów brzmiało: ile w tygodniu jest śpiewu, tańca i ruchu. Wybrali placówkę Montessori na Zabrodziu, kilkanaście minut autem od domu. Ziarenko ma nawet osobną stronę dla rodziców z ich wsi, przedszkole Ślęza (https://ziarenko.com.pl/przedszkole-sleza/), z odległością i czasem dojazdu, co dla rodziców spod miasta jest pierwszym pytaniem, zanim w ogóle zaczną czytać o metodzie.

Kolega opowiadał mi o tym z zapałem, którego nie znałem u niego nawet przy najlepszych koncertach. Że grupy są małe, najwyżej osiemnaście dzieci, i mieszane wiekowo, więc młodsze uczą się od starszych. Że codziennie słychać tam trzy języki: polski, angielski i ukraiński. Że wśród zajęć są tańce, zumba i joga, a obok nich ceramika, szachy i robotyka. Najbardziej podobało mu się, że od wiosny do listopada dzieci mają edukację leśną, czyli dużo czasu na zewnątrz.

Z mojego punktu widzenia ma to znaczenie, o którym rodzice rzadko myślą. Dziecko, które w przedszkolu śpiewa przy innych, tańczy w grupie i występuje na zakończenie roku przed rodzicami, przychodzi na pierwszy koncert z doświadczeniem. Wie, że jest scena i widownia, że się klaszcze i że czasem trzeba chwilę posiedzieć cicho. To naprawdę widać z konsolety.

Dwoje przedszkolaków na podłodze sali gra na malowanych drewnianych marakasach, widok z góry

Jesienne warsztaty i dni otwarte

Jesień to też czas, kiedy wielu rodziców zaczyna szukać przedszkola na kolejny rok. Warto wiedzieć, że przedszkole niepubliczne (https://ziarenko.com.pl/przedszkole-sleza/) nie musi trzymać się wiosennej rekrutacji. W placówce, którą wybrał kolega, zapisy trwają przez cały rok, a gdy w grupie nie ma miejsca, dziecko trafia na listę oczekujących. Adaptacja odbywa się z rodzicem, bez sztywnego terminu. Dla kogoś, kto przeprowadza się w październiku albo dopiero teraz wraca do pracy, to spora różnica.

Kolega dał mi radę, którą przekazuję dalej: zanim wybierzecie przedszkole, zapytajcie, czy można przyjść na zajęcia, na dzień otwarty albo na krótką wizytę z dzieckiem. Pół godziny w sali powie więcej niż strona internetowa. Wtedy też łatwo sprawdzić, jak wygląda muzyka w praktyce: czy dzieci śpiewają z panią przy instrumencie, czy z głośnika, i jak głośno.

To samo dotyczy warsztatów poza przedszkolem. Zanim zapiszesz dziecko na jesienne zajęcia w domu kultury, zapytaj o trzy rzeczy:

  1. Ile trwają. Dla czterolatka czterdzieści pięć minut to dużo, półtorej godziny to za dużo.
  2. Czy rodzic zostaje w sali. Przy pierwszych zajęciach to często warunek, żeby dziecko w ogóle weszło.
  3. Ile jest dzieci na prowadzącego. Przy warsztatach z instrumentami to kluczowe, bo dziesięć bębenków naraz to też jest dźwięk.

Jak wybrać pierwszy koncert albo spektakl

Wróćmy do pytania kolegi. Moja lista dla rodzica przedszkolaka wygląda tak:

  • pora przedpołudniowa. Dziecko po drzemce albo przed nią to dwa różne dzieci. Weekendowe poranki w filharmonii czy teatrze lalek są ustawione pod ten rytm nie bez powodu,
  • krótko. Najlepiej do godziny, bez przerwy albo z jedną krótką,
  • miejsce przy przejściu. Nie w środku rzędu. Wyjście w połowie nie może oznaczać przeciskania się obok dwudziestu kolan,
  • muzyka, którą dziecko zna. Pierwszy raz to nie czas na eksperymenty. Koncert z piosenkami z przedszkola czy z bajek działa lepiej niż najpiękniejszy kwartet smyczkowy,
  • możliwość ruchu. Część koncertów dla najmłodszych pozwala dzieciom siedzieć na poduchach albo tańczyć przy scenie. Dla czterolatka to idealne rozwiązanie.
Pacynki lisa i misia w okienkach małego teatrzyku dla dzieci

Na koniec jedna obserwacja zza konsolety

Przez lata widziałem na widowni wielu rodziców z dziećmi. Najlepiej szło zawsze tym, którzy nie mieli wobec wyjścia żadnych oczekiwań. Przyszli, posłuchali, wyszli po trzech kwadransach, kiedy dziecko zaczęło się kręcić, i nikt nie uznał tego za porażkę. Najgorzej szło tym, którzy kupili drogie bilety na wieczorny koncert „dla dorosłych” i postanowili wysiedzieć do końca za wszelką cenę.

Kolega idzie z córką w listopadzie na poranek w filharmonii. Ochronniki już kupił, różowe, bo córka wybrała kolor. Obiecał, że da znać, ile wytrzymali. Stawiam na czterdzieści minut i wyjście z uśmiechem.

Po tym tekście