Przejdź do tekstu
Wydanie Wieczorne, strona główna
Tłum na stadionowym koncercie widziany od tyłu, wieczór w europejskim mieście

Koncert za granicą na weekend. Jak to zaplanować z Wrocławia

Tekst: 5 min czytania

Zespół, na który czekasz od lat, nie gra w Polsce, ale gra dwie godziny lotu od Wrocławia. Podpowiadam, jak złożyć taki wyjazd tak, żeby wrócić z koncertu, a nie z listy problemów.

Kiedy jeździłem w trasy jako realizator, zagraniczne miasta znałem głównie od strony rampy załadunkowej. Hala, catering, hotel przy obwodnicy, autobus o trzeciej w nocy. Dopiero kiedy zszedłem z tej karuzeli, zacząłem jeździć na koncerty za granicę jako zwykły widz. I szybko się okazało, że z Wrocławia to naprawdę nie jest wyprawa, tylko weekend.

Powód jest prosty. Wiele tras omija Polskę albo zahacza tylko o jedno miasto, najczęściej w innej części kraju. Tymczasem Berlin, Praga, Wiedeń czy Budapeszt są na wyciągnięcie ręki, a tanie linie latają z naszego lotniska w kilkadziesiąt miejsc. Trzeba tylko poukładać kilka klocków we właściwej kolejności.

Najpierw bilet na koncert, potem cała reszta

Brzmi oczywiście, ale widziałem ludzi, którzy kupili lot „bo był tani”, a potem okazało się, że bilety na koncert rozeszły się w pół godziny. Kolejność jest jedna: najpierw wejściówka, potem transport i nocleg.

Kilka rzeczy, które warto sprawdzić przed zakupem:

  • Oficjalny sprzedawca. Na stronie artysty zawsze jest link do właściwej bramki biletowej dla danego kraju. Kupuj stamtąd, nie z pierwszego wyniku w wyszukiwarce.
  • Bilety imienne. Coraz więcej koncertów ma bilety przypisane do nazwiska albo do aplikacji w telefonie. Zanim kupisz dla znajomego, sprawdź, czy da się to potem zmienić.
  • Godziny otwarcia bram. Za granicą często jest wcześniej niż u nas. Supporty potrafią zaczynać o 18:30, a gwiazda schodzi ze sceny przed 23.
  • Regulamin obiektu. Wielkość torby, powerbanki, parasole. Każda hala ma swoje zasady, a przechowalnia przy wejściu bywa droga albo jej nie ma.

Jeśli rozkładasz wydatki, pamiętaj, że zakup biletu za granicą może oznaczać płatność w obcej walucie. Karta z dobrym przewalutowaniem robi tu większą różnicę, niż się wydaje.

Transport, czyli gdzie naprawdę da się zaoszczędzić

Do Berlina, Drezna czy Pragi jedzie się pociągiem albo autem i nie ma co kombinować. Kilka godzin, zero lotnisk, a wracać można na spokojnie w niedzielę. Dalej na zachód albo na południe sprawa wygląda inaczej. Tu samolot zwykle wygrywa i czasem, i ceną.

Sam zaczynam od tego, żeby zobaczyć, jak w ogóle wyglądają ceny na dany kierunek w szerszym oknie dat. Przydaje mi się do tego Hero Fly, wyszukiwarka tanich lotów z polskich lotnisk, która codziennie sprawdza ceny Ryanaira i Wizz Aira, a z Wrocławia pokazuje kilkadziesiąt kierunków. Ma kalendarz najtańszych dni i osobną listę wyjazdów na weekend po pracy: wylot w piątek po południu albo w sobotę, powrót w niedzielę, czyli dokładnie ten układ, którego potrzebuje sobotni koncert. Serwis nie sprzedaje biletów, przycisk rezerwacji prowadzi na stronę przewoźnika, a podana cena obejmuje tylko mały bagaż podręczny. Dla mnie to wygodne, bo od razu widzę, czy wylot w piątek rano jest dużo droższy niż w czwartek wieczorem, i mogę podjąć decyzję, zanim zacznę sprawdzać hotele.

Widok z okna samolotu na chmury o zachodzie słońca

Z doświadczenia dorzucę trzy rzeczy:

  1. Nie leć w dniu koncertu, jeśli możesz. Jedno opóźnienie i stoisz na lotnisku, kiedy zespół wychodzi na scenę. Przylot dzień wcześniej to spokój, który jest wart ceny jednego noclegu.
  2. Uważaj na lotniska „pod miastem”. Część tanich połączeń ląduje na portach oddalonych o godzinę albo więcej od centrum. Doliczaj ten czas i koszt dojazdu.
  3. Bagaż podręczny wystarczy. Na weekend koncertowy naprawdę nie potrzebujesz walizki. Mniejszy bagaż to tańszy bilet i szybsze wyjście z lotniska.

Nocleg: blisko hali czy blisko centrum?

To pytanie, które zadaję sobie przy każdym wyjeździe. Hale koncertowe i stadiony rzadko stoją w samym centrum. Czasem są w dzielnicy przemysłowej, czasem na obrzeżach, przy obwodnicy. Hotel tuż obok bywa drogi w dniu koncertu, bo wszyscy wpadli na ten sam pomysł.

Moja zasada: nocleg przy dobrej linii komunikacji, która jeździ z hali po koncercie. Najlepiej metro albo tramwaj, które kursują do późna. Wtedy możesz spać w ładniejszej dzielnicy, zjeść kolację w normalnej knajpie, a na koncert i z powrotem dojechać bez taksówki.

I jeszcze jedna rzecz, której nauczyłem się w trasie. Po dużym koncercie dziesiątki tysięcy ludzi chcą w tej samej chwili wyjść z obiektu. Pierwsze pół godziny to kolejka do metra, korek taksówek i aplikacje przewozowe z ceną razy trzy. Jeśli nie musisz, nie spiesz się. Posiedź chwilę, poczekaj, aż tłum się rozrzedzi, i dopiero wtedy ruszaj.

Plan dnia koncertowego

Przez lata pracy nauczyłem się, że dzień koncertu ma swój rytm, niezależnie od tego, po której stronie barierki stoisz. Dla widza wygląda to mniej więcej tak:

  • Przedpołudnie: zwiedzanie, spacer, dobre śniadanie. Bez maratonu po muzeach, bo wieczorem czekają cię trzy godziny na stojąco.
  • Wczesne popołudnie: obiad. Porządny, bo na hali jedzenie jest drogie i przeciętne.
  • Dwie godziny przed otwarciem bram: powrót do hotelu, prysznic, zostawienie zbędnych rzeczy.
  • Otwarcie bram: jeśli masz płytę i zależy ci na miejscu, bądź wcześniej. Jeśli nie, spokojnie wystarczy wejść na support.

Gdzie stanąć, kiedy już będziesz w środku, pisałem w tekście o tym, gdzie stanąć na koncercie, żeby naprawdę słyszeć. Za granicą zasady są te same, bo akustyka nie zna granic. Szukaj stołu realizatora i ustaw się kilka metrów przed nim.

Uliczka starego miasta nocą, po koncercie

Budżet bez niespodzianek

Wyjazd na koncert za granicę ma kilka pozycji, które lubią wyskoczyć z ukrycia. Zanim policzysz, ile cię to wyniesie, wypisz sobie:

  • bilet na koncert i ewentualne opłaty serwisowe,
  • lot albo pociąg w obie strony, z bagażem, jeśli go potrzebujesz,
  • dojazd z lotniska do miasta i z powrotem,
  • nocleg, najlepiej dwie noce,
  • komunikację miejską albo taksówkę po koncercie,
  • jedzenie i napoje, także na samej hali,
  • pamiątkę ze stoiska z koszulkami, bo i tak ją kupisz.

Kiedy to zestawisz, często wychodzi, że dobrze zaplanowany weekend za granicą kosztuje niewiele więcej niż wyjazd na ten sam koncert w innym polskim mieście z noclegiem. A przy okazji zobaczysz kawałek Europy.

Z Wrocławia jest bliżej, niż myślisz

Kiedyś podczas przerwy w trasie siedzieliśmy z ekipą w garderobie i ktoś z Wrocławia rzucił, że połowa sal, w których gramy, jest bliżej jego domu niż Gdańsk. Śmialiśmy się, ale potem policzyłem i miał rację. Z naszego miasta do sporej części Europy Środkowej leci się krócej, niż jedzie się pociągiem nad morze.

Dlatego kiedy widzę, że ulubiony zespół znowu ominął Polskę, nie narzekam już tak jak kiedyś. Otwieram mapę, sprawdzam, gdzie grają najbliżej, i zaczynam liczyć. Najczęściej kończy się to jednym z najlepszych weekendów w roku.

Po tym tekście