Napisy czy dubbing? Spór, który słychać w każdej sali
Jedni nie wyobrażają sobie filmu bez oryginalnych głosów, drudzy chcą oglądać, a nie czytać. Jako człowiek, który całe życie zawodowe spędził przy dźwięku, mam w tym sporze swoje zdanie. Ale nie takie, jakiego się spodziewacie.
W moim domu ten spór wraca przy każdym wspólnym seansie. Ja chcę napisy. Druga strona kanapy chce dubbing albo lektora, bo „po całym dniu nie będę czytać”. A kiedy wpadają dzieci znajomych, dubbing wygrywa bez głosowania, bo i tak czytają za wolno. Kończy się kompromisem, z którego nikt nie jest zadowolony.
Myślałem długo, że sprawa jest prosta: oryginał jest lepszy i koniec. Jestem przecież człowiekiem od dźwięku, a dla mnie głos aktora to połowa roli. Z czasem zmieniłem zdanie. Nie na przeciwne, ale na bardziej skomplikowane. Bo każda z wersji robi z filmem coś innego i każda ma swoje miejsce.
Trzy drogi, z których Polska ma jedną unikalną
Polska jest ciekawym przypadkiem, bo mamy aż trzy popularne sposoby oglądania filmów zagranicznych:
- Napisy. Oryginalna ścieżka dźwiękowa, tłumaczenie na dole ekranu. Standard w kinach przy filmach dla dorosłych.
- Dubbing. Aktorzy podkładają głosy w całości, oryginalne dialogi znikają. Standard przy animacjach i filmach dla dzieci.
- Lektor. Jeden głos czyta tłumaczenie na tle przyciszonych oryginalnych dialogów. Coś, co cudzoziemców zwykle bawi albo przeraża, a dla wielu Polaków jest naturalne jak herbata do obiadu.
Lektor to nasza specjalność, wyrosła z telewizji i kaset wideo. W kinach praktycznie go nie spotkasz, ale w telewizji i w serwisach streamingowych jest powszechny. I trzeba mu oddać jedno: pozwala usłyszeć oryginalny głos aktora i jednocześnie nie czytać. Z punktu widzenia dźwiękowca to jednak rozwiązanie kompromisowe, bo miks oryginalny zostaje ściszony pod głos lektora i cała akustyczna warstwa filmu na tym traci.
Co dają napisy
Za napisami przemawia przede wszystkim to, że słyszysz film tak, jak go zmiksowano. Głos aktora, jego oddech, akcent, sposób mówienia, a także cała ścieżka dźwiękowa: muzyka, efekty, przestrzeń. Realizatorzy dźwięku filmowego spędzają nad tym miesiące. Każdy szmer jest na swoim miejscu.
Dla mnie to argument nie do przebicia przy filmach, w których dźwięk jest częścią opowieści. Przy dramatach, gdzie aktor gra głosem, przy filmach muzycznych, przy wszystkim, co w naszej liście filmów koncertowych uznałbym za warte dużego ekranu.
Ale napisy mają też swoją cenę:
- Czytając, przegapiasz część obrazu. Przy szybkich filmach akcji i gęstych dialogach to realny problem.
- Tłumaczenie w napisach jest zawsze skrócone, bo tekst musi zmieścić się w dwóch linijkach i zniknąć w kilka sekund.
- Dla dzieci, osób słabowidzących czy zmęczonych pod koniec dnia bywają męczące.
Co daje dubbing, gdy jest dobry
Dubbing ma w Polsce dwie twarze. Z jednej strony mamy świetną szkołę dubbingu animacji. Wiele osób w moim pokoleniu zna całe kwestie z kreskówek i filmów animowanych na pamięć, właśnie w polskich wersjach. Dobrzy aktorzy dubbingowi potrafią dodać postaci coś, czego nie było w oryginale: lokalny żart, grę słów, rytm, który brzmi naturalnie po polsku.
Z drugiej strony dubbing filmów aktorskich bywa trudny do przełknięcia. Widz widzi twarz znanego aktora, a słyszy obcy głos. Mózg to odnotowuje, nawet jeśli udaje, że wszystko gra.
Od strony technicznej dubbing to fascynujący proces. Kiedyś miałem okazję zajrzeć do studia, w którym pracowano nad polską wersją. Aktor stoi przed mikrofonem, patrzy na ekran i nagrywa kwestię po kwestii, pilnując, żeby ruch ust się zgadzał. Tłumacz, a właściwie dialogista, musi napisać tekst, który znaczy to samo i pasuje do ruchu warg. Reżyser dubbingu pilnuje emocji. Realizator musi potem tak osadzić nowe głosy w oryginalnej przestrzeni akustycznej, żeby brzmiały, jakby padały w tej samej sali, na tej samej ulicy, w tym samym deszczu.
To ostatnie jest najtrudniejsze. Jeśli ktoś to zrobi źle, dubbing brzmi jak słuchowisko nałożone na film. Głosy są za czyste, za blisko, oderwane od obrazu. Jeśli zrobi dobrze, przestajesz o tym myśleć po pięciu minutach.
Kiedy co wybieram
Po latach kłótni domowych wypracowałem sobie prostą ściągę:
- Animacja: dubbing, chyba że znam oryginał i wiem, że jest wyjątkowy. Polscy aktorzy dubbingowi w animacji często dorównują oryginałowi, a czasem go przeskakują.
- Dramat, film autorski, kino studyjne: napisy, bez dyskusji. Głos aktora to tu połowa roli.
- Film akcji w kinie: napisy, ale rozumiem każdego, kto wybierze dubbing. Dużo się dzieje, dialogów mało, a obrazu żal.
- Serial wieczorem w domu, gdy jestem zmęczony: lektor albo dubbing i nie mam wyrzutów sumienia.
- Film z dziećmi: dubbing. Zawsze.
Jak widzicie, nie jestem fundamentalistą. Najważniejsze, żeby wybór był świadomy, a nie przypadkowy.
Seriale to osobny przypadek
Przy serialach zasady trochę się zmieniają. Oglądamy je częściej, dłużej, często zmęczeni, czasem w tle innych zajęć. Serwisy streamingowe dają zwykle pełen wybór: oryginał z napisami, lektor, czasem dubbing. I tu przyznaję się bez bicia, że przy lżejszych serialach często wybieram lektora.
Ale przy serialach, w których liczy się gra aktorska i atmosfera, wracam do napisów. Po kilku odcinkach głosy bohaterów stają się tak znajome, że każda inna wersja brzmi jak obcy ludzie. To trochę jak z ulubionym zespołem: nikt nie chce słuchać swoich ulubionych piosenek w wykonaniu kogoś innego.
Kino studyjne i seanse w oryginale
Jeśli lubicie napisy, szczególnie dobrze będziecie się czuć w kinach studyjnych, które pokazują filmy w wersji oryginalnej niemal zawsze. Pisałem o nich w tekście o tym, dlaczego warto wrócić do małej sali. Tam też najczęściej trafia się na filmy, w których słychać, jak ważny jest dźwięk w oryginalnej formie.
Z kolei multipleksy przy dużych premierach często dają wybór: seans z napisami albo z dubbingiem. Patrzcie na oznaczenia w repertuarze, bo różnią się też godzinami. Wieczorne seanse bywają częściej z napisami, popołudniowe, rodzinne, z dubbingiem.
Napisy w domu: kilka technicznych rad
Na koniec coś praktycznego. W domu też warto zadbać o komfort:
- Wielkość i tło napisów. Większość telewizorów i aplikacji pozwala zmienić rozmiar i dodać półprzezroczyste tło. Czyta się dużo wygodniej.
- Napisy przy oglądaniu w języku polskim. Wiele osób włącza napisy nawet przy polskich filmach, bo dialogi są niewyraźne. To zwykle nie wina aktorów, tylko miksu przygotowanego pod kino. Dużo zależy od ustawień dźwięku w domu.
- Tryb nocny. Kompresja dynamiki w ustawieniach dźwięku sprawia, że ciche dialogi i głośne wybuchy zbliżają się do siebie. Przy lektorze i dubbingu działa szczególnie dobrze.
A spór w moim domu? Wciąż trwa. Ostatnio zawarliśmy układ: w piątek wybieram ja i oglądamy z napisami, w sobotę wybiera reszta. Najzabawniejsze jest to, że w sobotę coraz częściej ktoś mówi: „a może jednak w oryginale?”. Małe zwycięstwa też się liczą.